Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

0

Wyniki zawodów

Puchar KMP w Zielonej Górze, 08.09, rzeka Odra, m. Cigacice

Zbiórka i zapisy do  godz. 7.00.  Pogoda? Dla nas wymarzona. Nie pada. Wczoraj lało, jak z cebra. Dzisiaj jest tylko  mgła. Jestem na miejscu o 6.30 i co za niespodzianka. Prawie cały Zarząd Koła już na miejscu. Prezesunio, Skarbonka, Duduś-Sędzia. Jest Zbynio, Jest sąsiad Janicek. Reszta w drodze. O! Już jest następny..... jedzie.... samochody brzuchami trą o trawę, bo pełne sprzętu i zanęty. A jakie marki? Same niby wypasione fury, a wożą robale.

Jest, jak zwykle, problem z zapisami na zawody ale ... (już ostatecznie rozwiązany), i odwieczny problem z główkami. Sama osobiście idę sprawdzić 15-tkę. (i po kiego czorta?) Uznałam, że jest dobra i włączyliśmy ją do losowania i kto wylosował? No nie zgadniecie... Ten, co to jeszcze chwilkę wcześniej chciał jechać do domu.... Janicek, ( na dodatek zajął 2 miejsce). Och losie,  ty losie!    

Trochę rozbisurmanili nam się koledzy wędkarze. Na co my z  Irenką strzelamy focha!!! ( za to, że niby, jak facet się ożeni, to zaczynają się schody- aluzja do nieobecnego Waldka) No, że niby kobiety, to te schody.... Noż kurza ślepota, jego obroża i w koło Macieja, jego mać! My kobiety nie jesteśmy schodami!!!  Jeśli już to: matusie, córusie, słoneczka, siostrzyczki, żonusie, no  na samym końcu: w ę d k a r e c z k i!!!            

I panowie uważajcie, bo jest nas teraz trzy!!!!!       

Losowanie, jak losowanie. Nic szczególnego. Tylko Antoś zadziwiony, bo zaraz po mnie losował. A co, niech ma. Mimo, że nie chciał mnie zabrać.... Do swojego samochodu.

- wiesz Bogusia, ja zaraz po zawodach jadę!!!!!!  Kurna! Nie pojechał. Czekał na dyplom, puchar, kaskę, kiełbaskę, chlebuś, musztardę..... (miał czas, blondynek jeden!) Janusz też, zadowolony, chyba?

Ja wylosowałam główkę nr 20. Ale odjazd. Mnie tam wsio ryba. Żeby tylko odpocząć i pobawić się wędkowanie. A jak uda się coś więcej to i owszem.

Nie pogardzę. Parę rzeczy wędkarskich już umiem.

Zaczynamy 8.30.         

Rozstawiam się na całej główce. Jaka wielka ta główka! A jaka płytka! Na odpływie 1 metr. Na napływie 1.50. Szukam dołka. Nie ma. Piasek. Piasek, piasek, wypłycenia. A niech to dunder świśnie.

Trach!!! Je cię chromolę, co to jest! Co to ma być? Bacik, siódemeczka. Mój kochany, najlepszy... ( do naprawy, poszła szczytówka). Ok. Mam 2 w zapasie i dodatkowo uzbroiłam Federeka.  Za plecami mam Mariusza Sirockiego z obstawą synowską.  Przede mną Krzysiu Żok. Za Żokiem Antek. O!!!! Tego gościa to  z daleka widać, a właściwie słychać, bo gaduła niemiłosierny.               

Można nęcić!!!!!!!!!! - rozlega się nad Odrą, głos sędziego - Dudusia, podawany przez kolejne osoby na główkach. Też podaję dalej. Słodziusio. Jak najlepsze naleśniczki.... Można nęcić ... podaj dalej... Przedtem jednak  wypinam haczyk z podbieraka. No oczywiście! Jak się zaplącze dziad jeden, ty nożyczkami trzeba wycinać! A tu słyszę.

- Trach!  Bum!  I jeszcze raz. No i po co tyle hałasu. Wszystkie klenie się pobudziły.  Koledzy rąbali  kule w tę wodę, jakby od tego zależało ich  życie. Też to zrobię.   A co? Chce żyć.           

Można ŁOWIC!!!!!!!!!. MOŻNA ŁOWIĆ!!!!!! MOŻNA ŁOWIĆ!!!!!!          

Świst bacików słychać z daleka. To jakby ktoś ciął powietrze ostrym rzemieniem. Siu.... Sziuuu.... Siu........ Widzę, jak wędki stają w pionie, zamach i siu.... a dookoła cisza. Nic. Nic,  i jeszcze raz nic. Krzysiu jakieś tam malizny, ale ma.  Widzę jak Antonelli - ciągnie. Uf... zerwał się, buuuuu.....  jakie nieszczęście. Oj, jak mi przykro....        

No i u mnie jest branie. Wziął kleń i wozi mnie po zatoce. Wyciągnę dziada. Wyciągnę! Choćbym miała.... Boże litości.... Niech tylko się nie zerwie. Chlup. Jest! Jest w podbieraku. Wypięłam ale oczywiście bez haczyka. Trzeba wiązać. Gotowe. Następny rzut i jest,  znowu kleń. Mniejszy ale wymiar jest - 27 cm. Uchacha!!! Oby tak dalej! A tu cisza. Nic. Zero. Nul. Żadnego brania. Czarna rozpacz. Przechodzę na federka. Nic. Przechodzę na drugą stronę główki. Nic.

Szukam, szukam, szukam ryby.  Zmieniam wędki, miejsca i nic. No przecież się nie poddam. Nie wiem, jak tam inni. Pół godziny przed końcem wędkowania: olśnienie.... A może tak z samego narożnika zatoki. Pełznę po kamieniach ostrożniutko i plum siedzę na tyłeczku. Oj! Uważaj kobitko, bo latka nie na podskoki. Chyboce się i wstaję. No! Dotarłam. Rzut i jest: płoteczka, i następna i jeszcze jedna.  Boże. Chyba mi rozum odebrało. Po kiego tak długo siedziałam na tej główce. Trzeba było.... No tak.... Trzeba było.

KONIEC ŁOWIENIA!!!!!!!!!        

Ażeby Was. Jak to? Teraz? Kiedy znalazłam ryby?  Trudno. Nauczka na następny raz.  (będę bardziej uważna).

Pakuje się i czekam na Sędziego. Nawet nie chce mi się dzwonić po innych,           

- i pytać:  jak im poszło? Widziałam. Wystarczy.

Ja mam kilo czterdzieści. Dobre i to. W sumie ósme miejsce na 17 zapisanych. Irenka 11, też dołożyła chłopom. No my - schody, dajemy radę.  

Podsumowanie, to wyniki:

 

1. PIOTR ANTKOWIAK - 4835 pkt.

2. JANUSZ ZAJKOWSKI - 2175 pkt.

3. BOGUSŁAW PLEKANIEC - 1640 pkt.

4. KRZYSZTOF ŻOK - 1480 pkt.

5. JÓZEF FLORCZYK - 1340 pkt.

6. KRZYSZTOF TARCZYŁO - 1205 pkt.

 

Statuetka za I miejsce wręczona, dyplomy i talony również, kiełbaska zjedzona,  śmieci posprzątane..... - dzięki prezes!

Jeszcze tylko kilka informacji, o następnych zawodach, o zamiarze zorganizowania zawodów nocnych,  zdjęcie familijne i.... do domciu.......

Prezesunio, przeprasza Odrę.

- Nie chciałem jechać a tu taka niespodzianka.  

A foch....  Mój i Irenki, ma się dobrze!!!!

Ps....... Na zarządzie przypomnieć o ustaleniu na rok 2020 jednych zawodów nocnych. Niech się chłopaki cieszą.  

Tekst: Bogumiła Hajdasz

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.